Niedawno wróciliśmy z rodzinnego rejsu, więc na świeżo podzielę się z wami wrażeniami z tej wyprawy.
Na Majorce bywaliśmy już parę razy, ale nigdy nie opłynęliśmy jej dookoła. Tak więc teraz postanowiliśmy w tydzień pokonać tę trasę.

Akurat tak się składa, że mój mąż stworzył żeglarską apkę, w której można na bieżąco sprawdzać trasę, pogodę, siłę wiatru i inne przydatne informacje, dlatego mieliśmy okazję od razu ją przetestować.
A jeśli masz jakieś uwagi lub pytania, napisz do mnie na Instagramie lub mailem.
W tym artykule znajdziesz opis miejsc, które zwiedziliśmy, oraz średnie koszty tej wyprawy.
Czy warto popływać na Majorce w październiku? Tak, warto! Tym bardziej że mieliśmy wiele szczęścia, bo dzień po naszym wyjeździe rozpętała się tam prawdziwa burza!
Ale nasze wyczucie pogody pozwoliło nam cieszyć się tym wyjazdem w 100%.
A teraz po kolei:
Kraków – Palma de Mallorca
Na Majorkę polecieliśmy samolotem z Krakowa. Lot trwa krótko, bo niecałe 3 godziny, a na tygodniowy rejs nie trzeba zabierać zbyt wiele bagażu. Dlatego zmieściliśmy się w bagażu podręcznym (10 kg).
Lot wyszedł nas w sumie około 1000 zł za osobę w obie strony.
Dzień 1Start z Palmy do Sant Elm
Pierwszy dzień to zawsze pobyt w marinie i rozpakowanie się. Po spokojnej nocy kolejny dzień zaczęliśmy od śniadania w lokalnej włoskiej knajpce. Zamówiłam pysznego tosta z szynką i awokado – możesz zobaczyć, jak pysznie wyglądał, na zdjęciu poniżej 🙂 My akurat jedliśmy w kafejce Mosaic Café, ale knajpek jest tu mnóstwo, więc jest w czym wybierać.



Potem zrobiliśmy szybkie zakupy na rejs i wypłynęliśmy w stronę Sant Elm.
Żeglowaliśmy około 5 godzin, choć trudno to nazwać żeglowaniem, bo praktycznie nie było wiatru… Większą część trasy pokonaliśmy na silniku. Po dopłynięciu na miejsce pontonem dostaliśmy się na plażę, gdzie wieczorem zjedliśmy kolację w lokalnej knajpce.
Dzień 2Sant Elm – Port de Sóller
Drugiego dnia powitało nas słońce, więc aż się prosiło, żeby popłynąć do Port de Sóller 😊 Nazwa oznacza „złotą dolinę” i dobrze oddaje charakter regionu: otoczona górami dolina Sóller słynie z rozległych gajów cytrusowych, które w słońcu mienią się złotymi barwami. A złoto kojarzy mi się ze słońcem! I nie mogło być tam inaczej niż ciepło i słonecznie.
Ciekawostka: Port de Sóller łączy z miasteczkiem Sóller zabytkowy, drewniany tramwaj. Kursuje od 1913 roku i jest jedną z najbardziej malowniczych atrakcji tej okolicy.
Oczywiście nie obyło się bez zdjęć tego tramwaju. Naprawdę dodaje łukowatej zatoce uroku, a jego zdjęcia często trafiają do kalendarzy!
A na tej rolce na Instagramie możesz zobaczyć krótki filmik z tramwajem w roli głównej:
Zobacz rolkę na Instagramie
Koszt przejazdu tramwajem: 10 € za osobę w jedną stronę i 20 € za osobę w obie strony.



Tym razem noc spędziliśmy w marinie.
Dzień 3Port de Sóller – Port de Pollença
Z Port de Sóller ruszyliśmy dalej, a pogoda wciąż dopisywała! Na pokładzie było około 24 stopni, więc naprawdę ciepło! W Polsce zostawiliśmy za sobą deszcz i chłód, a tu ładowaliśmy nasze słoneczne akumulatory.
W drodze do Pollençy podziwialiśmy skaliste wybrzeże oraz przylądek Formentor – robi wrażenie! Na skałach co jakiś czas pokazują się latarnie morskie, które dodają uroku temu miejscu.
Nie mogłam nie zmontować filmu pokazującego te monumentalne skały – zobaczysz go tu:
Zobacz rolkę na Instagramie
W Port de Pollença na noc zatrzymaliśmy się w porcie. W portach bywa różnie – czasem ładnie, czasem pięknie! Tu akurat zaskoczeniem była portowa łazienka, która moim zdaniem miała standard hotelowy. Zresztą zobacz na zdjęciach poniżej.



Dzień 4Pollença – Portocolom
Kolejnego dnia nareszcie doczekaliśmy się wiatru. Mogliśmy więc w końcu postawić żagle! Obawiałam się nieco mojej choroby morskiej, ale najdziwniejsze u mnie jest to, że przy płynięciu na większej fali moja choroba ewoluuje i z trybu „jest mi niedobrze” zmienia się na „ahoj, załoga!”, dlatego czuję się wtedy o wiele lepiej! Zupełnie nie wiem, czemu tak się dzieje…
W każdym razie dotarliśmy do małej, urokliwej mieściny – Portocolom. Wieczorem podziwialiśmy tam piękny zachód słońca. Tak, wiem, jest to nieco kiczowate, ale każdy lubi je oglądać!



Dzień 5Portocolom – Cabrera
Kolejny dzień to wyprawa na maleńką wyspę Cabrera. Odbiliśmy nieco od brzegów Majorki, aby zatrzymać się w zatoce, nad którą na wzgórzu góruje zamek. Zacumowaliśmy przy boi, a po zejściu na ląd ruszyłam go zobaczyć.
Ciekawostka: zamek na Cabrerze powstał w XIV wieku jako punkt obserwacyjny i miał chronić wyspę przed berberyjskimi piratami.



Dzień 6Powrót do Palmy i do domu
To nasz ostatni dzień żeglowania. Tego dnia wróciliśmy na Majorkę, do naszego portu w Palmie.
Po zdaniu jachtu mieliśmy jeszcze czas do odlotu, więc zwiedziliśmy katedrę i miasto, a potem w samolot i… do domu!



Podsumowanie
To był udany rejs i świetny sposób na rodzinny odpoczynek jesienią. W październiku jest tu jeszcze ciepło, spokojniej i dużo taniej niż w sezonie, a do tego naprawdę pięknie. Jeśli myślicie o żeglowaniu z dziećmi, mogę taki rejs z czystym sercem polecić.
Życzę też takiego wstrzelenia się w pogodę! Nam to się naprawdę udało!